5. LABIN – ATRAKCJE NA DZWONNICY. Jak już wcześniej pisałem po wdrapaniu się na wieżę ujrzeliśmy dwa piękne dzwony. Byłem bardzo ciekawy jaki dźwięk wydobywa się z jednego z nich… Chwyciłem za jego ciężkie serce i BUM…W jednej chwili wraz z dostojnym głosem tego średniowiecznego zabytku rozległ się przenikliwy, lecz nie za głośny pisk alarmu.
Po chwili konsternacji zorientowaliśmy się, że ten eksperyment nie był dobrym pomysłem…
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to ile mnie ta zabawa będzie kosztowała?…
Poczekamy, zobaczymy…
Podziwianie pięknych widoków z odgłosem elektronicznego alarmu w tle nie należy do najciekawszych przeżyć, ale na szczęście piskliwy dźwięk ustał i jeszcze przez parę chwil raczyliśmy się urokami okolicy.
No ale przecież kiedyś trzeba z tej wieży zejść i „wypić piwo, którego sobie nawarzyłem” (wolałbym, aby w tym powiedzeniu nie było cudzysłowia .. ).
A żeby było śmieszniej, to tuż po zejściu z pierwszego stopnia schodów wiele się wyjaśniło.
Otóż była tam kartka z napisem w PIĘCIU językach (po polsku nie było), w wolnym tłumaczeniu:
ZAKAZ DZWONIENIA DZWONEM !!!
No to jesteśmy w domu… (fajnie by było, ale niestety to wciąż ta nieszczęsna wieża…)
Jak to mówią: „Polak mądry zawsze po szkodzie”, zamiast czytać przed szkodą, czyta przeważnie po…
Schody ubywały z każdym krokiem, a to znaczyło, że spotkanie z
„Dzwonnikiem z Notre Dame” (czyt.: bileterem z dzwonnicy Labin ) stawało się coraz bardziej bliskie.
Miły Pan już na nas czekał…
Na szczęście nie wyglądał on na upiornego Quasimodo.
Zmierzył nas tylko przenikliwym wzrokiem i zapytał, kto wpadł na ten wspaniały pomysł, aby przerywać jego sielankową pracę i kazać tłumaczyć się swojemu szefowi w centrali z tego włączonego alarmu.
Tym razem obyło się bez konsekwencji finansowych (zapewne zadziałał mój urok osobisty) i skończyło się tylko na upomnieniu oraz prośbie, aby czytać mimo wszystko komunikaty napisane przez obsługę.
Przeprosiliśmy za nieumyślne zamieszanie i udaliśmy się w kierunku parkingu.
Ale po drodze spotkała nas jeszcze jedna przygoda, również z tłem historycznym, ale z czasów już nam bliższych.
Natknęliśmy się na starszego Chorwata, który będąc pod znacznym wpływem środków potęgujących odwagę, zaczepił nas by porozmawiać o naszej Ojczyźnie.
Okazało się, że pracował on wiele lat w Polsce i z nostalgią wspomina dawne czasy gen. Jaruzelskiego, a nawet tow. Gierka…
Uwierzcie mi, wcale nie było łatwo wyrwać się z magii wspomnień tego Pana…
Ale my już naprawdę mieliśmy dosyć wrażeń jak na jedno popołudnie…
Byliśmy bardzo szczęśliwi, gdy w końcu dotarliśmy do naszego apartamentu.

Cdn…















Komentarze

Popularne posty z tego bloga