13. REZERWAT KAMENJAK CZ. 2 

 Po przejechaniu paru kilometrów w tumanach kurzu docieramy do celu wyprawy (ale ja jestem dziwny, zamiast reklamować to miejsce, połowę osób właśnie zniechęciłem…). 
Duży parking (darmowy), zapełniony samochodami świadczy, że będzie fajnie.
Wysiadamy…
PATELNIA…
Idziemy w kierunku horyzontu, z widokiem morza…
Po 100 metrach pot się nam leje po d…e.
(zniechęciłem kolejne 20% osób).
Morale wśród członków wyprawy drastycznie spada (a co mają mówić ci, którzy idąc całą drogę pieszo dotrą tu za jakąś godzinę…???).
Nagle, za szczytem pagórka, naszym oczom ukazuje się bajkowy krajobraz…
Soczyście zielona roślinność porasta rozległy teren, a za nią… Adriatyk, odgrodzony od lądu wysokimi, drapieżnymi skałami klifów.
Ich koszmarnie poszarpane krawędzie świadczą o bezustannej walce, jaką toczą z morzem w obronie terytorium Istrii.
Schodzimy niżej, w kierunku wysokich trzcin.
Jest tam punkt widokowy na drewnianej platformie, oryginalny placyk zabaw z elementów recyklingu, drewniane rzeźby i… tajemnicza ścieżka prowadząca w głąb trzcinowych chaszczy.
Co tam…, klify poczekają, idziemy w krzaki ...
Takich ciekawskich jak my było więcej. Okazało się, że wewnątrz bujnej zieleni, całkowicie izolującej od piekącego słońca, istnieje Safari Bar.
W boksach z trzciny, na drewnianych ławach, w chłodzie i fajnym klimacie lat 70-tych ( „dzieci kwiaty”, Hawaje itp. ) można zrelaksować się pijąc różne trunki kupione w barze.
W każdym razie było to bardzo ciekawe doznanie estetyczne, a może egzotyczne, lub ekscentryczne…, albo wszystko razem.
Po ostudzeniu temperatury ciał, uzupełnieniu płynów, wyschnięciu cieknącego po... plecach potu, udaliśmy się na klify.
Ale o tym w następnym odcinku (jeżeli jeszcze to ktoś czyta, z tej garstki osób niezniechęconych po mojej początkowej antyreklamie… 

Cdn...














Komentarze

Popularne posty z tego bloga